Kategorie: Wszystkie | Depresja | Szkolne | Słomiane ognie | Tosi Tosi łapci
RSS
niedziela, 22 stycznia 2012
:*
Wszystkiego najlepszego Szkrabie.

Kochamy Cię :)
23:06, kruszynka-1983
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 stycznia 2012
Urodzinowo.
Formalnie to dopiero jutro. Sentymentalnie to już dziś. Bo sobota. I nie wiem. No naprawdę nie wiem kiedy to się stało. Przez rozmyślania i wspominania w nocy spać nie mogłam. I cały czas sobie powtarzałam jak to jednak dobrze że jestem Teraz a nie Wtedy :)
To był najpiękniejszy/najtrudniejszy/najdziwniejszy/najwszystszy rok w moim życiu. I wiem że farmazony jak to dziecko zmieniło całkowicie życie to wszyscy piszą. Ale fakt jest faktem. Cały czas, cokolwiek robię, gdziekolwiek jestem, cały czas mam przyczepioną w środku głowy małą karteczkę. Że jest taki mały człowieczek, który na mnie czeka, który jest. Nie, nie chciałabym przechodzić wszystkiego jeszcze raz. Tuż po porodzie miałam takie momenty gdy żałowałam że już nie jestem w ciąży. Pamiętam, gdy pierwszy raz wyszłam sama z domu załatwić coś urzędowego, było mi strasznie smutno że tak sama idę, a nie z towarzystwem w brzuchu :) Teraz absolutnie mi tego nie brakuje, zresztą towarzystwo pcham przed sobą w wózku ;) 
Wiele miesięcy zajęło mi pogodzenie się z tym, że miałam cesarkę. Czułam się gorszą kobietą, czułam się gorszą matką, która po porodzie nie mogła przytulić swojego dziecka, która gdy już nawet niby mogła to była tak zmordowana, że nie była w stanie. I którą tak telepały dreszcze po zabiegu/operacji, że nie mogła brać maluszka na ręce bo by je upuściła. Oj bolały te wszystkie myśli. Te wszystkie niespełnione plany - o kontakcie ciało do ciała. O przeżyciu tego magicznego momentu pierwszego płaczu razem z M. Pogodzenie się z tym zajęło mi 9 miesięcy :( Pomógł artykuł w gazecie dzieciowej o mamach z blizną. Taką jaka już zawsze będzie mi towarzyszyć. Ale teraz wiem, że ta blizna to nie dowód mojej nieudolności jako kobiety rodzącej. To ślad po tym, że moje dziecko otrzymało właściwą pomoc we właściwym momencie. Że jest zdrowe. Że gdyby poczekali dłużej, to mogłoby być dużo gorzej z jego rozwojem. A to że jest trochę wolniejszy? Trudno. Ale jest. Już sam siedzi, raczkuje, klęczy. I wiem, że planowałam że będzie wszystko inaczej, tak bardziej według norm. To nic. Synu ma swój własny czas. A ja jestem wdzięczna za każdą chwilę.


10:45, kruszynka-1983
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 listopada 2011
Poszpitalnie.
Lęk mnie spowił. Otulił szczelnie jak mgła o poranku. O te chwile, które mogą zostać odebrane. O to wszystko czego nie wiem, a co może się zdarzyć. I nic na to nie poradzę.

Znów trafiliśmy do szpitala. Tym razem ze stanem zapalnym jamy ustnej. Położyli nas na oddziale pediatrii, hematologii i onkologii. Więc wiadomo. Moje dwie doby z życiorysu. ICH całe życie z życiorysu. I nie powiem że było przygnębiająco i strasznie. Bo nie było. Widziałam absolutną siłę. Przykrytą tylko czasem przerażeniem w oczach. Nie wiem jak to robią. Nie wiem jak żyć, ze świadomością tego wszystkiego złego co się dzieje z dzieckiem, a co może jeszcze się stać. I tak bardzo, bardzo nie chcę tego nigdy wiedzieć. 

Jesteście dzielni. Jesteście wspaniali. 

Teraz wpatruję się w moje maleństwo i serce mi płacze z lęku. Wiem, że  to minie i ten chorobliwy lęk w końcu ucichnie. Jest silny, jest zdrowy. Ale teraz mnie dławi lęk. Bo przecież nie ma gwarancji. Nikt mi jej nie da. Jak żyć z taką świadomością?
11:57, kruszynka-1983
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 października 2011
uaha 2 zęby ma uaha 2 zęby...mu wylazły
Że tak sobie pozwoliłam tytułem wstępu zaparafrazować znaną piosenkę rowerową.
Zdecydowanie częściej bywam na obcych blogach, niż na swoim. Bo do obcych potrzeba mi oczu i pół rozumu. Do swojego więcej rozumu, sprawne ręce i trochę czasu. I zaglądam do tych innych ludzi i się gotuję w środku, NO BO ONI NIC NIE PISZĄ! I co ja mam czytać i skąd mam wiedzieć co tam u nich niby słychać? Hę? No a potem przyszła była refleksja, że trzeba sprawdzić czy mój własny blogasek nie umarł śmiercią nieodwiedzaną.
I cóż tam u nas?
No zęby są już dwa, więc zapobiegliwie zakupiliśmy silikonową nakładkę na paluszek, którym następnie się gmera w paszczęce ściśle zaciskanej przez Synu. Synu czasem lubi, czasem nie. Jako że nie dany mi luksus zastanawiania się czy ja lubię, męczę więc go systematycznie.
Cóż tam jeszcze... No zgłupiało mi się znów trochę. Uwsteczniają mnie te rozmowy na wysokim poziomie abstrakcji. 
- A powiedz tata...
- tla tla
- A powiedz baba...
- tla tla
No. Takie to rozmówki. Mózg mi się spłaszcza, często więc nie stanowię zbyt dużej pociechy w rozmowie z adult ludziami. Najgorzej to zabrać mnie do markietu. Obsługa wózka związana z lawirowaniem pomiędzy kieliszkami ustawionymi w stosy, ciuchami na wieszakach podstępnie wkręcającymi się w koła wózka plus próby konwersacji i odpowiedź na to arcytrudne pytanie: co zjemy na obiad? No nie wiem. Mam jedną komórkę w mózgu sprawną i jakoś ciągle jest przegrzana. 
Siedzę w domu. Na razie nie szukam jeszcze pracy, w szkole to i tak sens ma dopiero gdzieś koło marca jak się ruch kadrowy zaczyna.
I nie wiem. Wszystko jest dobrze. Więc podejrzanie się przyglądam czekając kiedy coś dupnie. 
Synu rośnie, na wadze przybiera tak wolno, że prawie niezauważalnie. Nie siedzi, nie raczkuje. Nadal więc się rehabilitujemy. Ku mojej uciesze niedługo chyba zakończymy przyjaźń z Vojtą i przejdziemy na bobaty. Czy jakoś tak. Będzie miał kolejną fajną Panią na widok której będzie płakać. Mniodzio.
14:30, kruszynka-1983
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 maja 2011
Podglądając.
Dzień medialny zaczynam od wysłuchania wiadomości w radyju które umila mi czas skarmiania dziecka. Jako że spędzam na skarmianiu trochę tego czasu - konieczny czasoumilacz. Radio jest ok. Próbowałam z książką, ale ciężko było bo zabrakło czwartej ręki. Trzeciej też czasem brakuje, ale nic to. Wszystko co wiem o świecie w zasadzie wiem z radia :) Drugim źródłem informacji jest pudelek. I tak to sobie żyję, na skraju wiedzy o świecie. Telewizji brak. Najpierw z konieczności, teraz z wyboru. I cóż. I codziennie też znaczę ślad podglądanych blogów. 
Odkryłam że w internecie można oglądać seriale. No i przepadło. Regularnie zaczęłam czekać na publikacje niektórych seriali. I denerwuję się, bo już czas minął a tu nowy odcinek nie wstawiony. Żenuła. 
Tak w sumie to nie wiem o co chodzi w tym wpisie. Czasem mam takie dni że nie wiem o co chodzi. Idę pogadać z Synu czy coś. Chyba reprezentuje mój poziom intelektualny w tym momencie.
17:25, kruszynka-1983
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 maja 2011
Jest jak jest.
Z dzieckiem to jest tak że je mam.
Z energią to jest tak że jej nie mam.
O.
Taka dziwna zależność.
Bo niby się kładę, rano wstaję i niby się pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami wysypiam. Ale nic to. Kontrolka energii nadal mruga radośnie że nie. Że znów padnę na pysk w ciągu dnia i mogę sobie dowolnie długo używać słów powszechnie uznawanych za niecenzuralne a i tak głowa zacznie ciążyć, powieki się zamykać. I tak to sobie walczę ze sobą każdego dnia.
Co u nas?
Rozwody rozwody rozwody. Fajne, męczące, chwilowo odłożone na półkę. Zdjąć zawsze można, trudniej nie zdjąć. Ale na tym polega cała frajda małżeńskości, nieprawdaż. 
Zaliczyłam pobyt w szpitalu z maluchem, przeżyłam głęboki szok że kazano mi zapłacić za to że byłam, pielęgnowałam, karmiłam i w ogóle trzeba było mu tylko temp zmierzyć a reszta to był ten personel pt. mamusia. Zatem opłatę uiściłam tłumacząc jednocześnie Synu, żeby więcej nas tu nie zabierał bo rodzice z torbami pójdą. Rozwojowo z pobytami w szpitalu to nadal jestem na etapie 6latki. Nie radzę sobie i już. 
Na spacery chodzimy, choć nie jestem tak dobrą matką jak poradniki by chciały i nie zaliczam 2xdziennie2h. Nie mam cierpliwości, zresztą Synu też nie i jak wytrzyma 1,5h bez płaczu i marudzenia to za sukces można to poczytać. On nie czytał tych poradników w których piszą że dzieci to uwielbiają spacery i śpią na nich jak aniołki. Moje dziecko NIE śpi.
Cóż jeszcze. Członków rodziny systematycznie pogrzebuję w snach co staje się już czynnością męczącą. 
Nie wiem. Zmęczona jestem. Balkon nam demolują w ramach ocieplania bloku. I śliczne płytki idą się ganiać. Jako i kasa i dni poświęcone na poszukiwania ich. Dobrze że wszystkie rośliny pracowicie padły, bo cóż bym z nimi teraz uczyniła?
I tak to. Styrta się dopala. 
18:22, kruszynka-1983
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 marca 2011
No właśnie.
Czasem jest jak jest. I jest jak nie powinno być.
Czasem jest jak w piosence. Tym razem bardziej jak w tej usłyszanej gdzieś przypadkiem. 

video "Papieros"

Papieros w dłoni cicho zgasł
Siedzę sam, późno już.
Za oknem księżyc świeci sam
Dobrze mu tak, jest nas dwóch.
Znów próbuję cofnąć czas
Boję się, że nie zmienię nic
I godzinami patrzę jak
Obok mnie niespokojnie śpisz.

Powietrze ma chemiczny smak
Leczę strach oddechem z twoich ust
Zaciągam się kolejny raz
I trzymam tak w płucach zapach twój
I boję się każdego dnia
Że pęknie nam pod nogami lód
I co po drodze czeka nas
Nie chcę myśleć już.

Ref. Nie ważne co nadchodzi
Chcesz tego, czy nie
Nie zawsze będzie tak
Wstaje nowy dzień
I właśnie o to chodzi
O to chodzi wiem
Nie zasnę dzisiaj sam
Na na na na na...

Przepraszam Cię ostatni raz
Więcej tak nie chcę już się czuć
Zamykam oczy la la la 
I czekam na Twój ruch
A jeśli pójdzie coś nie tak
I siebie znać nie będziemy już
Nie powiem jak mi Ciebie brak
Bo nie ma takich słów

Ref. Nie ważne co nadchodzi
Chcesz tego, czy nie
Nie zawsze będzie tak
Wstaje nowy dzień
I właśnie o to chodzi
O to chodzi wiem
Nie zasnę dzisiaj sam
Na na na na na...


I tak to dupnie jest.

20:25, kruszynka-1983
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17